W nocy zostałam obudzona przez małego 2 razy. Wstałam o 7 nakarmiłam Jasona i ubrałam w body, o 7.30 przyjechała Ann( opiekunka) więc poszłam szybko się ogarnąć. Wzięłam szybki prysznic, i nałożyłam lekki makijaż. Gotowa zeszłam na dół pożegnałam się z moim skarbem i z Anną. Pod budynek mojej nowej pracy podjechałam dokładnie o 8.26. Dumnie podeszłam do recepcji i przywitałam się z blondyną
-Mówiłam, że się zobaczymy-powiedziałam, dumnie się uśmiechając
-On naprawdę cie przyjął?-spytała z niedowierzaniem
Serio i to ONA mi mówiła, że nie można się tu ubierać jak na co dzień?
-Kto, kogo przyjął, gdzie?- jakby znikąd pojawił się Pan Bieber.-Witam Pani Jones.Widzę, że jest Pani na czas- uśmiechnął się lubieżnie. Jezu jaki to seksowny widok. Dobra Alex spokój, to twój szef. Seksowny szef. Stop!
-Um... My...Rozmawiałyśmy jak to fajnie , że szef przyjął Alexandrę do Pana firmy-uśmiechnęła się sztucznie
-Tak, więc zapraszam Panią do mojego gabinetu-powiedział jak zawsze z grobową miną.Jezu ten głos. Mów cały czas, proszę nie przestawaj
-Panno Jones- zostałam wyrwana z zamyśleń przez głos mojego szefa
-Umm... Tak już idę proszę Pana-powiedziałam lekko spuszczając głowę w dół gdy poczułam jak moje policzki robią się koloru dojrzałego buraka
Ruszyłam za nim do jego gabinetu.
-Proszę usiąść-zachichotał cicho przez moje roztargnienie.
Jak powiedział tak też zrobiła.
-Tu są papiery które proszę żeby były zrobione do godziny 14 gdy Pani skończy może wrócić do domu. Przyjdę Jasona akurat będzie trzeba nakarmić i wyjść z nim na spacer.-Dobrze będą zrobione nawet wcześniej-odpowiedziałam pewnym tonem głosu.
wyszłam z gabinetu i udałam się do swojego gabinetu.
________________________________________
O 13.43 skończyłam wypełnianie wszystkich papierów. Ruszyłam w stronę Pana Biebera. Zapukałam dwa razy i czekałam do puki nie usłyszałam słowa "Proszę". Niepewnie weszłam do środka siedział przy swoim biurku.
-Już wszystko zrobione
-Dobrze, dziękuję bardzo. Szybko ci to poszło. To tak jak mówiłem możesz już iść do do domu. Jutro o tej samej godzinie co dzisiaj.
-Dobrze, do widzenia Panie Bieber
-Do jutra Alexandro- uśmiechnął się lubieżnie.
Czym prędzej wyszłam z biura wsiadłam do mojego samochodu. Spróbowałam go odpalić, no właśnie spróbowałam bo nie odpalił. Głupi złom. spróbowałam jeszcze 3 razy i dalej gasł. Wkurzona wyszłam z samochodu i kopnęłam w oponę.
-Nie możesz chociaż raz zadziałać bez problemu?! Serio nie rób tego dla mnie tylko dla Jasona!- krzyczałam
-w czymś pomóc?-usłyszałam głos za sobą. Skądś znam ten głos, ale skąd?
-Chyba nie dasz rady-powiedziałam odwracając się. Dopiero po chwili zorientowałam się do kogo i w jaki sposób się odezwałam.To był sam Pan Bieber.
-A może jednak spróbuję- powiedział mrugając do mnie- na czym polega problem?
-Ten wehikuł czasu znowu nie chce odpalić a bardzo się śpieszę.
-Jak kocha to poczeka-powiedział lekko rozbawiony.
-Nie może czekać- mruknęłam
-To może ja cię zawiozę?
-Nie pojadę taksówką
-Nalegam
-Nie chcę robić problemu
-To żaden problem choć zawiozę cie-mówiąc to zaczął kierować się(jeśli się nie mylę) w stronę swojego samochodu. Nie mając innego wyjścia ruszyłam za nim. Otworzył mi drzwi, obszedł samochód i wsiadł od strony kierowcy.
-Gdzie Panią zwieść?-spytał jednocześnie odpalając samochód
-Wall street 34
-Już się robi- powiedział z uśmiechem który nie schodził mu z twarzy.
Zauważyłam, że po pracy nie jest już taki ponury. Cały czas się uśmiecha i żartuje.
Podróż minęła nam szybko i nie było ten niekomfortowej ciszy cały czas rozmawialiśmy.
-Zaprosiłabym Pana tylko mam bałagan w domu-skłamałam
-Mów mi Justin gdy mówisz do mnie na Pan czuję się jakbym miał 40 lat a ty byś się mnie brzydziła bo jestem jakimś zboczeńcem-zachichotał
-Dobrze proszę Pa- zatrzymałam się-to znaczy Justin
-apropo bałaganu, nie przeszkadza mi on-mówiąc to wysiadł z samochodu obszedł go do okoła i otworzył mi drzwi.
-Um... no dobrze ale ostrzegałam-Jezu co ja teraz zrobię, przecież on nie może zobaczyć Jasona!?Trzęsącymi się rękoma otworzyłam drzwi.
-O dobrze, że już jesteś. Musisz go nakarmić i wyjść z nim na spacer bo ja z nie byłam-powiedziała Anna już się ubierając nawet nie zauważając Justina. Dała tylko buziaka w policzek Alex i wyszła.
-Um... Kto to był?-spytał wyraźnie rozbawiony
-Um.. to... była moja siostra. Jest dość zwariowana
-Zauważyłem-zachichotał- macie psa?
-Nie? Czemu myślisz, że go mamy?- spytałam zbita jego nagłym pytaniem
-No bo musisz z kimś wyjść i nakarmić
-Aaaa to chodzi o- nagle się zerwałam i pobiegłam do salonu. Na specjalnej macie leżał Jason. Za mną przyszedł Justin. widziałam zdezorientowanie.
-Alexandra kto to jest?
-To jest um..dziecko mojej siostry
-A czemu ona wyszła i zostawiła je Tobie?-zapytał niepewnie
-Bo się śpieszyła do lekarza- powiedziałam pewnym tonem
-O lubię małe dzieci sam mam młodsze rodzeństwo
-Ile mają lat?-ucieszyłam się, że mi uwierzył i zmienił temat.
-Siostra 6 a brat 5
-Jason ma 6 miesięcy
_____________________________________________________
Justin pojechał po 15. Ubrałam Jasona i wyszłam z nim do parku. Usiadłam na ławce i posadziłam Jasona sobie na kolana.
-Jason wiesz, że mamusia była dziś w pracy?-spytałam się go uśmiechając się.
-Guu Abrrr-zaczął gaworzyć
-No i mamusi szef był dzisiaj u nas w domu
-Alex co ty powiedziałaś. Kto dziś był w pracy?-zapytał bardzo roztrzęsiony
-Justin? Co ty tu robisz?-przerażona szybko wstałam
-Przyszedłem na plac zabaw z rodzeństwem.-Nie rozumiem to jest twój syn?
....................................
No to mamy pierwszy rozdział
Bardzo Bardzo przepraszam,że musieliście tak długo czekać sprawy rodzinne.
No cóż jak myślicie co będzie dalej? Jest jego matka czy nie? O co tu w ogóle chodzi?
Sama jeszcze nie wiem XD
Proszę wyraźcie swoje opinie to dla mnie ważne bo nie wiem czy mam pisać dalej czy nie.
-Mówiłam, że się zobaczymy-powiedziałam, dumnie się uśmiechając
-On naprawdę cie przyjął?-spytała z niedowierzaniem
Serio i to ONA mi mówiła, że nie można się tu ubierać jak na co dzień?
-Kto, kogo przyjął, gdzie?- jakby znikąd pojawił się Pan Bieber.-Witam Pani Jones.Widzę, że jest Pani na czas- uśmiechnął się lubieżnie. Jezu jaki to seksowny widok. Dobra Alex spokój, to twój szef. Seksowny szef. Stop!
-Um... My...Rozmawiałyśmy jak to fajnie , że szef przyjął Alexandrę do Pana firmy-uśmiechnęła się sztucznie
-Tak, więc zapraszam Panią do mojego gabinetu-powiedział jak zawsze z grobową miną.Jezu ten głos. Mów cały czas, proszę nie przestawaj
-Panno Jones- zostałam wyrwana z zamyśleń przez głos mojego szefa
-Umm... Tak już idę proszę Pana-powiedziałam lekko spuszczając głowę w dół gdy poczułam jak moje policzki robią się koloru dojrzałego buraka
Ruszyłam za nim do jego gabinetu.
-Proszę usiąść-zachichotał cicho przez moje roztargnienie.
Jak powiedział tak też zrobiła.
-Tu są papiery które proszę żeby były zrobione do godziny 14 gdy Pani skończy może wrócić do domu. Przyjdę Jasona akurat będzie trzeba nakarmić i wyjść z nim na spacer.-Dobrze będą zrobione nawet wcześniej-odpowiedziałam pewnym tonem głosu.
wyszłam z gabinetu i udałam się do swojego gabinetu.
________________________________________
O 13.43 skończyłam wypełnianie wszystkich papierów. Ruszyłam w stronę Pana Biebera. Zapukałam dwa razy i czekałam do puki nie usłyszałam słowa "Proszę". Niepewnie weszłam do środka siedział przy swoim biurku.
-Już wszystko zrobione
-Dobrze, dziękuję bardzo. Szybko ci to poszło. To tak jak mówiłem możesz już iść do do domu. Jutro o tej samej godzinie co dzisiaj.
-Dobrze, do widzenia Panie Bieber
-Do jutra Alexandro- uśmiechnął się lubieżnie.
Czym prędzej wyszłam z biura wsiadłam do mojego samochodu. Spróbowałam go odpalić, no właśnie spróbowałam bo nie odpalił. Głupi złom. spróbowałam jeszcze 3 razy i dalej gasł. Wkurzona wyszłam z samochodu i kopnęłam w oponę.
-Nie możesz chociaż raz zadziałać bez problemu?! Serio nie rób tego dla mnie tylko dla Jasona!- krzyczałam
-w czymś pomóc?-usłyszałam głos za sobą. Skądś znam ten głos, ale skąd?
-Chyba nie dasz rady-powiedziałam odwracając się. Dopiero po chwili zorientowałam się do kogo i w jaki sposób się odezwałam.To był sam Pan Bieber.
-A może jednak spróbuję- powiedział mrugając do mnie- na czym polega problem?
-Ten wehikuł czasu znowu nie chce odpalić a bardzo się śpieszę.
-Jak kocha to poczeka-powiedział lekko rozbawiony.
-Nie może czekać- mruknęłam
-To może ja cię zawiozę?
-Nie pojadę taksówką
-Nalegam
-Nie chcę robić problemu
-To żaden problem choć zawiozę cie-mówiąc to zaczął kierować się(jeśli się nie mylę) w stronę swojego samochodu. Nie mając innego wyjścia ruszyłam za nim. Otworzył mi drzwi, obszedł samochód i wsiadł od strony kierowcy.
-Gdzie Panią zwieść?-spytał jednocześnie odpalając samochód
-Wall street 34
-Już się robi- powiedział z uśmiechem który nie schodził mu z twarzy.
Zauważyłam, że po pracy nie jest już taki ponury. Cały czas się uśmiecha i żartuje.
Podróż minęła nam szybko i nie było ten niekomfortowej ciszy cały czas rozmawialiśmy.
-Zaprosiłabym Pana tylko mam bałagan w domu-skłamałam
-Mów mi Justin gdy mówisz do mnie na Pan czuję się jakbym miał 40 lat a ty byś się mnie brzydziła bo jestem jakimś zboczeńcem-zachichotał
-Dobrze proszę Pa- zatrzymałam się-to znaczy Justin
-apropo bałaganu, nie przeszkadza mi on-mówiąc to wysiadł z samochodu obszedł go do okoła i otworzył mi drzwi.
-Um... no dobrze ale ostrzegałam-Jezu co ja teraz zrobię, przecież on nie może zobaczyć Jasona!?Trzęsącymi się rękoma otworzyłam drzwi.
-O dobrze, że już jesteś. Musisz go nakarmić i wyjść z nim na spacer bo ja z nie byłam-powiedziała Anna już się ubierając nawet nie zauważając Justina. Dała tylko buziaka w policzek Alex i wyszła.
-Um... Kto to był?-spytał wyraźnie rozbawiony
-Um.. to... była moja siostra. Jest dość zwariowana
-Zauważyłem-zachichotał- macie psa?
-Nie? Czemu myślisz, że go mamy?- spytałam zbita jego nagłym pytaniem
-No bo musisz z kimś wyjść i nakarmić
-Aaaa to chodzi o- nagle się zerwałam i pobiegłam do salonu. Na specjalnej macie leżał Jason. Za mną przyszedł Justin. widziałam zdezorientowanie.
-Alexandra kto to jest?
-To jest um..dziecko mojej siostry
-A czemu ona wyszła i zostawiła je Tobie?-zapytał niepewnie
-Bo się śpieszyła do lekarza- powiedziałam pewnym tonem
-O lubię małe dzieci sam mam młodsze rodzeństwo
-Ile mają lat?-ucieszyłam się, że mi uwierzył i zmienił temat.
-Siostra 6 a brat 5
-Jason ma 6 miesięcy
_____________________________________________________
Justin pojechał po 15. Ubrałam Jasona i wyszłam z nim do parku. Usiadłam na ławce i posadziłam Jasona sobie na kolana.
-Jason wiesz, że mamusia była dziś w pracy?-spytałam się go uśmiechając się.
-Guu Abrrr-zaczął gaworzyć
-No i mamusi szef był dzisiaj u nas w domu
-Alex co ty powiedziałaś. Kto dziś był w pracy?-zapytał bardzo roztrzęsiony
-Justin? Co ty tu robisz?-przerażona szybko wstałam
-Przyszedłem na plac zabaw z rodzeństwem.-Nie rozumiem to jest twój syn?
....................................
No to mamy pierwszy rozdział
Bardzo Bardzo przepraszam,że musieliście tak długo czekać sprawy rodzinne.
No cóż jak myślicie co będzie dalej? Jest jego matka czy nie? O co tu w ogóle chodzi?
Sama jeszcze nie wiem XD
Proszę wyraźcie swoje opinie to dla mnie ważne bo nie wiem czy mam pisać dalej czy nie.
Supcio <3
OdpowiedzUsuńNa pewno będę czytała :)
Czekam na next+obs :*